Z PRAKTYKI

Automatyzacja nadruków na koszulkach. Co zrobi za Państwa skrypt.

Kiedy mowa o automatyzacji nadruków, zwykle chodzi o całą linię produkcyjną. Mały zakład linii nie potrzebuje. Potrzebuje przestać przepisywać nazwiska, a to zupełnie co innego.

Gdzie się traci czas

Przychodzi zlecenie na pięćdziesiąt koszulek. Nagrzanie kalandra to kwestia kilku minut, przeniesienie motywu na tkaninę też. Czas zjada co innego: przygotować pięćdziesiąt plików, w każdym inne nazwisko i inny numer, i nazwać je tak, żeby dało się później w nich połapać.

Przy pięciu sztukach człowiek zrobi to od ręki i nawet tego nie zauważy. Przy pięćdziesięciu to całe popołudnie. Przy sześciuset to praca na dni, a przede wszystkim praca, przy której zdarzają się błędy. Nie dlatego, że jest trudna, tylko dlatego, że jest nudna i wciąż taka sama.

A błędy powtarzają się w kółko te same. Przestawione cyfry w numerach dwucyfrowych. Nazwisko dobre, ale wstawione w niewłaściwy rozmiar. Nic z tego nie jest katastrofą, dopóki nie zdarzy się przy zleceniu, które ma wyjść nazajutrz.

Dlaczego drukuje się cyfrowo

Do koszulek z nazwiskami i numerami sitodruk się nie nadaje. Sitodruk zrobi sto jednakowych sztuk tanio, bo sito przygotowuje się raz, a potem już tylko drukuje. Przy personalizacji każda sztuka jest jednak inna. Albo robi się sito do każdego nazwiska, co nie ma sensu, albo drukuje sto jednakowych koszulek i nakleja nazwiska z numerami ręcznie. I wraca się do tej roboty, której miało nie być.

Dlatego robi się to cyfrowo, najczęściej transferem. Motyw drukuje się na papier i w kalandrze przenosi na tkaninę. Nazywa się to sublimacją i działa na poliester, z którego są koszulki sportowe.

Są też inne drogi, druk na folię albo wycinana folia flex. Wspólne mają jedno: każda sztuka może być inna, bo maszyna drukuje to, co dostanie w pliku. A to nas prowadzi z powrotem do tego, kto te pliki przygotuje.

Co robi workflow server

Dla dużych zakładów istnieją systemy zwane workflow serwerami. Stoi taki między systemem zleceń a maszynami. Przejmuje zlecenie, przygotowuje dane, separuje kolory, układa motywy na arkuszach i wysyła je do druku oraz na wykrawarkę. Operator wkracza tylko wtedy, gdy coś się nie zgadza.

Jest to dobrze pomyślane i w zakładzie, gdzie idą dziennie tysiące sztuk, zwraca się. Ma to jednak dwa warunki. Trzeba mieć system zleceń, z którego da się czerpać, i trzeba mieć kogoś, kto ten serwer skonfiguruje i będzie utrzymywał. Sprzedaje się go w abonamencie i płaci za użytkowników oraz za wolumen, więc im większy zakład, tym wyższa opłata.

Jeśli to wszystko jest, nie trzeba czytać dalej. Reszta artykułu jest dla pozostałych.

Co robi skrypt

Skrypt robi jedną jedyną rzecz z całej tej drogi, za to tę, która w małym zakładzie najbardziej uwiera. Bierze szablon, bierze tabelę i robi z tego gotowe pliki PDF do druku. Jeden na wiersz (albo dwa przy eksporcie dwóch produktów), nazwany według danych.

To nazywanie brzmi jak drobiazg, a nie jest. Kiedy plik nazywa się od zawodnika i rozmiaru, poznaje się go od razu na liście. Kiedy nazywa się od kolejności, trzeba go otworzyć, żeby wiedzieć, czyj jest, a przy stu sztukach to sto zbędnych otwarć.

Działa wewnątrz programu, w którym ten szablon i tak powstaje. Nic nigdzie się nie wysyła, nic nie chodzi w tle i nic się nie ustawia poza tym komputerem.

Czy PDF trafi potem do sublimacji, na folię, czy na ploter tnący, skryptowi jest to obojętne. Wynik jest ten sam, tylko każdy wysyła go gdzie indziej.

Czego skrypt nie potrafi

Nie separuje kolorów i nie układa motywów na arkuszach. Nie steruje ani wykrawarką, ani kalandrem. Nie komunikuje się ze sklepem, więc nie wie, które zlecenie jest opłacone. I nie pozna się na tym, że w tabeli przekręcono rozmiar. Co jest w tabeli, to znajdzie się na koszulce.

WW uproszczeniu skrypt przygotuje dane. Co się z nimi dzieje dalej, zależy od użytkownika i od jego maszyn.

Po tym widać też, kiedy skrypt przestanie wystarczać. Kiedy dane mają same przychodzić z systemu zleceń i maszyny mają wiedzieć, co już jest gotowe, potrzeba czegoś innego. To nie wada skryptu, to inna robota.

Czego do tego potrzeba

Illustratora albo CorelDRAW, w którym powstaje ten szablon. Tabeli, choćby wyeksportowanej z Excela. I nazwanych pól tekstowych w szablonie, żeby skrypt wiedział, gdzie co wstawić.

To nazywanie to jedyna robota więcej niż przy pracy ręcznej. Przy jednym szablonie zajmie kilka minut i potem już nie wraca, bo szablon przechodzi na kolejne zlecenia. Kto robi koszulki regularnie, ustawia to raz na sezon.

Ile godzin zajęło jedno zlecenie

Liczby mam tylko jedne i nie są moje, co jest ich zaletą. Graficzka u klienta zapisywała czasy przy zleceniu na 680 sztuk. Sam eksport szedł godzinę i cztery minuty.

Przygotowanie wokół niego zajęło osiem i pół godziny. Rozrysowanie grafiki na rozmiary, pobranie i przygotowanie opcjonalnej grafiki, uporządkowanie tabel i materiały do cięcia. Do tego sprawdzanie gotowych danych, które robiła na bieżąco.

Ciekawy jest ten stosunek. Skrypt skrócił jedną jedyną pozycję z tej listy. Reszta została, bo należy do tej pracy, kto by jej nie wykonywał. Rozpisałem to razem z czasami według rozmiarów w artykule o zleceniu na 680 sztuk.

Czym jest exportPDF

Skrypt, o którym mowa przez cały czas. Piszę go od 2025 roku dla własnej produkcji i używam go codziennie. Istnieje w wersji dla Illustratora i dla CorelDRAW. Demo jest bezpłatne, ograniczone liczbą uruchomień i liczbą wierszy w tabeli.

Szczegóły: exportPDF dla Illustratora · exportPDF dla CorelDRAW · cennik i licencje. Zobacz też: jak wygląda małe zlecenie i gdzie kończy się korespondencja seryjna w CorelDRAW.